• Wpisów:9
  • Średnio co: 109 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:55
  • Licznik odwiedzin:2 584 / 1099 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witajcie !
Przepraszam was za tak długą nieobecność.
Szkoła i testy...
~~~
- Odpowiedzią jest liczba trzydzieści pięć -wytłumaczyłam całej klasie zadanie. Tego dnia nauczycielka poprosiła mnie o dogłębne przeanalizowanie materiału, gdyż w jej mniemaniu ,,Jestem bystrym dzieckiem,,. Po mojej wypowiedzi pokiwała tylko głową i uśmiechnęła się. Usiadłam w ławce. Harry w tej chwili przebywał u dyrektora. Musiał załatwić sprawy dokumentalne, podać dane osobowe itp. dlatego też siedziałam w ławce sama. Znów. Pisałam wczoraj wieczorem z Lily. Obiecała że wyzdrowieje jak najszybciej i dodała ,,Musisz pokazać mi tego przystojniaka,,. Opowiedziałam jej całą historię o Harry'm. Dziewczyna opisywała mi słowami ,,Masz szczęście. Ja tkwię w łóżku cała zakatarzona a ty zdobywasz chłopaka,,. Z rozmyśleń wyrwała mnie ręka chłopaka która stukała mnie w kolano. Odwróciłam się. Jego zielone tęczówki wpatrywały się w moje usta.
- Tyle ględzenia a i tak niczego nie zrozumiałem -zaśmiał się. W ramach odpowiedzi uśmiechnęłam się szeroko.

***

- Czy to nie dziwne że zawsze na siebie wpadamy ?-zapytał kiedy szliśmy oboje wzdłuż ulicy. Chłopak odprowadzał mnie do domu.
- Jak... przeznaczenie -dodał.
- Nie wierzę w przeznaczenie.
- Wiesz powinnaś -zaśmiał się i dmuchnął zimnym powietrzem w moje ucho.
- Hej! -pisnęłam kiedy pocałował mnie znienacka w policzek.
- Styles! -ryknął ktoś zza naszych pleców. Znałam ten głos. Z wściekłością na twarzy odwróciłam się do Jareda. Był sam.
- Czego tu szukasz? Tydzień nie minął -warknął Harry zaciskając dłonie w pięści.
- Nie przyszedłem po kase. Bądź co bądź powiedziałem ci już do kiedy mój hajs ma wpłynąć na konto. Chcę ją. -wskazał palcem na mnie i mrugnął zadziornie. Harry słysząc te słowa chciał dosłownie rzucić się na niego. Powstrzymałam go w porę.
- Masz tu poczekać. Nic nie rób. Nic a nic -szepnęłam do niego. Zacisnął wargi. Pokręcił przecząco głową.
- Zaufaj mi. -ścisnęłam jego ramię. Niechętnie mruknął.
- Jared -warknęłam odwracając się do niego. Przeczesał czarne włosy dłonią i uśmiechnął się zalotnie.
- Hmm... ? -oblizał wargi.
- Jesteś ładny -trzepnęłam rzęsami. On słuchał dalej.
- I muskularny -kontynuowałam. Zbliżyłam się do niego i wymierzyłam mu cios z pięści prosto w brzuch.
- Ale jesteś też skończonym idiotą, myśląc że zostawię Harry 'ego -prychnęłam i z radością patrzyłam jak Jared zwija się w bólu na chodniku. Harry stał z uśmiechem na twarzy. Zdecydowanie moje zachowanie nie było na miejscu, ale na nim wywarło wrażenie.
- Ty... -zaklął Jared próbując wstać. Oddaliliśmy się szybkim krokiem zostawiając chłopaka samego. Byliśmy już blisko znajomego nam osiedla.
- Mówiłem już że jesteś... -nie dokończył ponieważ uciszyłam go pocałunkiem.
- Tak. -zaśmiałam się.
 

applejacky
 
stylesfanfiction
 
Twój kucyk jest na moim blogu w najnowszym wpisie.
Ładny?
 

 
Witajcie!
Przepraszam kochani dwa dni nieobecności...
Brak czasu po prostu.
Dziś też już nic nie napisze bo nie mam czasu...
Czas, czas, czas...
Ciągle go mało!
Ech...
Mam nadzieje że jutro będę mieć go więcej : /
Do zobaczenia!
*a tak poza tym 24 i teledysk do SMG już tuż, tuż!*

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hello :3
Ech ciężki dziś dzień. Pogoda taka nijaka i zimno mi ciągle xD
Dobra starczy pierdół o pogodzie. Piszę.
~~~
Otworzyłam oczy. Jasne światło wpadło do mojego pokoju. Że też znów zapomniałam zasłonić żaluzji przed pójściem spać. Przekręciłam się na drugi bok. Kątem oka dostrzegłam zegarek na nocnej szafce. Jęknęłam kiedy wskazywał szóstą. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i pobiegłam do toalety. Umyłam się i nałożyłam czyste ubrania. Zbiegłam po schodach na dół. Moja mama nadal spała ale wiedziała że wychodzę tak wcześnie. Zawsze tak było. Ubierając kurtkę zabrałam smycz Blacka i wyprowadziłam go na spacer.
- No chodź. Grzeczny pies -pochwaliłam czarnego labradora. Po chwili zamknęłam drzwi do domu i rozkoszowałam się rześkim powietrzem jakie było dzisiejszego dnia. Wczorajszy wieczór z Harrym był naprawdę przerażający. Potrząsnęłam głową.
- Nie. Nie będziesz o tym myśleć -powiedziałam sama do siebie i odciągnęłam Blacka od kota który skrył się na masce samochodu. Zrobiłam kilka rundek wokół parku, rzucając przy tym pupilowi patyk. Jakaś służbowo ubrana kobieta minęła mnie paląc papierosa.
- No dobra. Wracajmy -powiedziałam do rozbawionego psa i ruszyłam w drogę powrotną.
- Jaka pogoda? -spytała mama kiedy odkładałam obrożę Blacka.
- Wspaniała -powiedziałam jak to zazwyczaj mam w zwyczaju. Mama uśmiechnęła się.
- A ty znów do tej swojej pracy? -zapytała ironicznie.
- To chyba dobrze prawda? -odpowiedziałam i chwytając ulubioną torbę która wisiała na wieszaku.
- Do zobaczenia -rzuciłam i wyszłam.

***

- Mogłaby pani mi w czymś doradzić? -spytał męski głos za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę trzymającego dwie książki.
- Która nadawałaby się bardziej na prezent dla szesnastoletniej dziewczyny?
- Wybrał pan dwie książki które wprost kocham -uśmiechnęłam się serdecznie. -Szesnastolatka? Hm... lubi powieści detektywistyczne?
- Myślę że tak.
- Zbieg będzie idealny.
- Dziękuje bardzo -uśmiechnął się i odszedł. Wróciłam do poprzedniego zajęcia czyli układania nowo przybyłych książek na półkę.
- Przepraszam... -odezwał się ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego. Uśmiechnęłam się szeroko. On jednak ze zmarszczonymi brwiami studiował książkę którą trzymał w ręce. Nie zauważył mnie.
- Czy oferujecie może jakieś promocję? -spytał nadal nie odrywając wzroku od powieści.
- Dla pana? Zawsze. -zaśmiałam się. Harry nagle popatrzył na mnie. Na jego policzkach zagościły urocze dołeczki. Tak było zawsze jak się uśmiechał.
- W kitce w ogóle cię nie poznałem! -wyznał a ja naraz zdałam sobie sprawę że ma racje co do mojego uczesania. Spojrzał na moje ręce które trzymały stosik książek. Przejął je ode mnie.
- Nie będziesz tego dźwigać.-zarządził.
- To moja praca.
- Pracujesz tutaj?
- Tylko w soboty, wtorki i środy. -wyjaśniłam wyrywając mu z rąk książki. Porozkładałam je potem w odpowiednich działach.
- Wszystko w porządku? -przyciszył nagle głos chwytając mnie opiekuńczo za rękę.
- Em... tak. A co miałoby być źle?
- Chodzi o wczorajszy wieczór... ja...-urwał i jego ręce zaczęły drżeć. Zauważyłam że ma tak kiedy się denerwuje. Przytuliłam go. Kiedy się od siebie odkleiliśmy zostawiłam jeszcze ręce na jego ramionach.
- Słuchaj. Co by się nie działo nie przejmuj się mną. Pamiętasz ten moment kiedy siedzieliśmy razem na ławce w parku? -spytałam. Rozmarzył się przypominając sobie tą chwilę kiedy siedział wtulony we mnie.
- Oczywiście.
- Tą chwilę zapamiętaj. Reszty nie musisz.
- Ale on cię mógł zabić... mógł na moich oczach... nie wybaczył bym sobie do końca życia gdyby coś ci się stało. Słyszysz? Obiecałem ci wtedy że nigdy cię nie opuszczę. Nigdy.
- Ale tego nie zrobił. Nie martw się umiem o siebie zadbać. I jeśli będzie taka potrzeba obronię się. Sama.
- Mam nadzieje że to tego nie dojdzie. -westchnął Harry i pocałował mnie w policzek po czym zniknął za regałem książek przygodowych.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Siemano .
Jestem mile zaskoczona że mnie polubiliście...
Chyba...
Dobra piszę ;-;
~~~

- Nie zbliżajcie się! -krzyknęłam próbując wyswobodzić się z uścisku nieznajomego.
- Jared! -wykrzyknął Harry zdyszany. Oszołomiona nagłym zwrotem akcji spojrzałam na chłopaka. Na jego twarz wstąpiła złość. Zaciskał i rozluźniał pięści, by nie ponieść się emocją.
- No, no, no.-uśmiechnął się facet o imieniu Jared. Wciąż trzymał moje dłonie w swoich. Jęknęłam kiedy ścisnął je tak mocno że usłyszałam zgrzyt w nadgarstku.
- Zostaw ją. Słyszysz?
- To tak się wita z dawnym przyjacielem? -spytał niewinnie Jared.- Widzę że ta tutaj laska, jest twoja.
- Ona nie jest niczemu winna -warknął Harry i zbliżył się szybko ale Jared skinął głową na jednego z kumpli. Ten wysunął z rękawa nóż.
- Ej, ej. Nie za blisko. Nie chcesz chyba żebym niechcący drasnął twoją dziewczynę.-Jared zanosił się śmiechem. Moje serce zaczęło mocniej bić, Harry nie wyglądał lepiej.
- Mała, musisz wiedzieć że twój chłopaczek winien mi jest pieniądze. Dosyć spore pieniądze.-zarechotał kiedy zobaczył mój strach. Spojrzałam na Harry'ego. Z trudem powstrzymywał gniew. Posłał mi uśmiech i nieme ,,W porządku,,.
- Oczywiście twój dług może zostać zmniejszony, jeśli dorzucisz ją.-spojrzał na mnie. Harry przełknął ślinę. Jeden z jego kumpli ten który ściskał w dłoni nóż przysunął go niebezpiecznie do mojego brzucha. Pisnęłam kiedy chłopak przejechał nim po mojej tali i dotknął ostrzem mojego gardła. Na szczęście nie zostałam draśnięta. Jeszcze.
- Styles, daje ci tydzień. Tydzień kapujesz? Jak na mnie to dużo -warknął Jared. Harry zrobił gwałtowny krok do przodu chcąc rzucić się na Jareda. Ostry przedmiot znalazł się w mgnieniu oka bliżej mojego gardła.
- Zgoda. Niech będzie tydzień -warknął Harry. Jared skinieniem palca odesłał swojego kumpla z nożem. Odetchnęłam desperacko kiedy przedmiot został zdjęty z mojej szyi.
- Tydzień Styles, tydzień! -upomniał Jared oddalając się w mrokach ulicy i w końcu niknąc gdzieś za budynkami. Harry podbiegł do mnie i zamknął w uścisku.
- Lucy już dobrze. Jestem tutaj, już zawsze będę przy tobie. Już zawsze.-obiecywał Harry prawie płaczliwym tonem. Dziwne. Nigdy nie słyszałam żeby któryś chłopak tak mówił.
- Kto to był? -zapytałam kiedy szliśmy razem w stronę naszego osiedla. Harry zacisnął szczękę. Widać było że nie chciał wracać do tego tematu.
- Harry?
- Jared pożyczył mi kiedyś pieniądze. Dość sporą sumę. Byłem wtedy sam z mamą. Mieliśmy problemy finansowe. Zadłużenia i jeszcze kredyty. Ona nie mogła znaleźć odpowiedniej pracy. Musiała zatrudnić się w firmie sprzątającej. Nie mogłem na to patrzeć. Po tym jak ojciec nas zostawił... Czułem że muszę coś dla niej zrobić. Jared zaoferował że pożyczy mi te pieniądze, ale mam je oddać. Dużo się zmieniło przez ten czas i... -urwał nie wiedząc jak kontynuować. Jego ręce drżały podczas tej wypowiedzi. Chwyciłam jedną z nich i przytuliłam do siebie. Puls w jego żyłach skoczył nie spodziewając się tego czynu z mojej strony.
- Pomogę ci -wyszeptałam.
- Nie. Nie chce żeby coś ci się stało. Proszę nie mieszaj się.-błagał Harry. Zamknął oczy i zacisnął powieki. Mijaliśmy właśnie jedną z ławek. Nie powinniśmy się zatrzymywać, ale pociągnęłam chłopaka w jej stronę. Usiadłam. On koło mnie. Położyłam sobie jego głowę na ramieniu. Drżał. Pogłaskałam jego loki. Odetchnął rozluźniając się nieco.
- Lucy. Co się stało z twoim ojcem?-zapytał cicho. Wydawał mi się tak mały i tak bezbronny. Cała adrenalina jaką przed chwilą nosił w sobie prysła.
- Lucy? -zapytał ponownie.
- Kiedy miałam jedenaście lat, razem z mamą dowiedziałyśmy się że miał drugą rodzinę w Sydney. Żonę, dwóch synów i kota persa -powiedziałam. Harry wtulił się we mnie jeszcze bardziej. To było urocze. Zamknął moje dłonie w swoich dużych rękach i nic nie mówił.
- Ta restauracja do której mnie zabrałeś... Tam przychodziliśmy. Z mamą i tatą.
- Ten wieczór to jakaś porażka. Chciałem żebyś mnie polubiła.-wyznał.
- Czy ja wiem? Uciekłam z restauracji nie zjadając nawet deseru, dostałam lekcje używania noży kuchennych... Myślę że wcale nie był taki zły -odparłam uśmiechając się. Harry popatrzył na mnie zielonymi oczami. Wyrażały podziw i jednocześnie współczucie.
- Jesteś wspaniała -wyszeptał. Dotknął mojego policzka i przysunął moją twarz do swojej. Wargi zbliżyły się do siebie aby potem doznać pocałunku.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej.
Matematyka wzywa. Kurde nauka jest do dupy.
Ach...
Dobra piszę
Na wstępie przepraszam że rozdział wyjątkowo długi.
~~~
Nie zamierzałam dalej sprzeczać się z mamą. Po tym jak wepchnęła do moich rąk gotowe ciasto zapakowane w sreberko i torebkę foliową przestałam się już przejmować. Wejdę, przywitam się i wyjdę. Co może stać się złego?
- A i Lucy! Zaproś mamę Harry'ego na herbatę do mnie -powiedziała mama wychylając się z kuchni. Kiwnęłam głową i zamknęłam za sobą drzwi. Nasza ulica jest... można powiedzieć że martwa. Dlaczego? Mieszka tu dużo starszych ludzi i zero wrzeszczących dzieciaków. Tak naprawdę ja jestem jedyną młodą dziewczyną na osiedlu. Pomijając oczywiście nieliczne przypadki takie jak : Roczna córeczka Państwa Jokerów, oraz siedmioletniego Roberta który przyjeżdża czasami by odwiedzić babcię. Za nim się obejrzałam byłam już coraz bliżej domu Harry'ego. Przed posiadłością stał wóz do przeprowadzek. Dookoła niego stały pudła, czasem i kolumny kartonów. Dwóch mężczyzn liczyło właśnie meble. Drzwi były zamknięte. Zapukałam do nich. Ku mojemu szczęściu otworzyła mi kobieta z czarnymi włosami. Widać że była miłą osobą.
- Dzień dobry. Nazywam się Lucy Halson. Moja mama dziś z panią rozmawiała. Przyszłam się przywitać i dać od nas powitany wypiek.-wręczyłam kobiecie zapakowane ciasto.
- Och, dziękuje. Rzeczywiście dziś rozmawiałam z twoją mamą.
- Kazała także przekazać, że zaprasza dziś na herbatę.
- Z pewnością przyjdę. Wejdź kochana.-zaprosiła mnie do środka. W przedpokoju postawione były lampy i krzesła a także kilka kartonów z napisami ,,Uwaga szkło,,.
- Nawet się nie przedstawiłam. Możesz mówić do mnie Anne.
- Dziękuje zostanę chyba przy Pani.-uśmiechnęłam się uprzejmie. Byłyśmy już w salonie. Mama Harry'ego postawiła ciasto na stoliku.
- Mamo ktoś pukał do...-urwał Harry wchodząc do pokoju. Gdy tylko na mnie spojrzał uśmiechnął się.
- Lucy przyniosła nam ciasto -wyjaśniła Pani Anne. Jeden z mężczyzn od przeprowadzek wnosił właśnie stolik nocny na piętro.
- Pokaże panu gdzie to ma stać!-krzyknęła mama Harry'ego i poszła na górę. W pokoju zostałam tylko ja, Harry i ciasto.
- Mmm... Stęskniłaś się?-zapytał.
- Przyniosłam tylko ciasto.-popatrzyłam nerwowo na stolik. Chłopak podszedł bliżej, i już myślałam że zamierza mnie pocałować, lecz zmienił kierunek i wziął do rąk ciasto. Zwinnie je odpakował i powąchał.
- Banany. Moje ulubione-powiedział. Speszyłam się. Dlaczego on musiał lubić to co ja? Na szczęście weszła do pokoju jego mama.
- A może zabrałbyś Lucy do tej restauracji którą mijaliśmy jak jechaliśmy?-zaproponowała. Chłopak uniósł brwi.
- Miałem to właśnie zaproponować.-uśmiechnął się zalotnie.
- To bardzo miłe... naprawdę... ale ja... moja mama nie wie... i po prostu...-jąkałam się.
- Nie martw się. Zaraz zadzwonię do twojej mamy i jej wszystko powiem.
- I tak muszę jeszcze wrócić do domu... obowiązki.-wymyśliłam. Mama Harry'ego kiwnęła głową na znak że się zgadza.-Co powiecie na ósmą?
- Niech będzie.-zgodził się chłopak. Mama Harry'ego znów wyszła dając wskazówki mężczyźnie który dźwigał kolejne pudła. Harry przybliżył się do mnie objął mnie w pasie. Chciałam jakoś go odepchnąć ale nie dawał za wygraną.
- Harry, ja naprawdę nie chce.
- Będzie fajnie -powiedział i pocałował mnie w policzek. Wyswobodziłam się z jego uścisku i rzucając pospieszne ,,Do widzenia,, wyszłam z domu.

***

- Nie. Nie i koniec -powtórzyłam kolejny raz. Stałam razem z mamą przed moją skromną szafą kłócąc się o założenie czegoś bardziej eleganckiego.
- No dobrze jak uważasz. Załóż te znoszone dżinsy i T-shirt. Ale błagam nie ubieraj tej bluzy. Widzisz jaka jest wygnieciona?
- Ale to moja ulubiona -jęknęłam.
- Nie mam siły. Rób co chcesz. Ale się pośpiesz. Twój książę będzie za pięć minut -zaśmiała się mama i wyszła z pokoju. Współczułam jej. Sama nie miała udanego życia miłosnego, więc chciała żeby jej córka nie przeżyła tego samego co ona.
Westchnęłam i narzuciłam na siebie bluzę. Zbiegłam po schodach i założyłam conversy. Black patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Och piesku. Masz szczęście.-pogłaskałam zwierzę.
- Anne i Harry zaraz tu będą -powiedziała mama niosąc herbatę i ciastka do salonu. Razem z panią Anne miały pogadać i pooglądać jakieś seriale w telewizji.
Ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Harry'ego. Za nim stała pani Anne. Zaraz zjawiła się i moja mama.
- Anne! Witajcie. Wchodźcie, wchodźcie.
- Black zostań -poprosiłam labradora aby był spokojny tego wieczoru. Kiedy obie matki wypchnęły nas na zewnątrz i powiedziały ,,Miłej zabawy,, czułam że zaraz wybuchnę. Nie z tego że wrobili mnie w ten wieczór. Ale z tego że byłam w obecności Harry'ego.
- Chodźmy.-objął mnie ramieniem (czego wcale nie chciałam) i ruszyliśmy.
Było ciemno, a na naszej ulicy nie paliły się światła dlatego trudno było określić gdzie jesteśmy. Dopiero jasny neon nazwy restauracji powiedział nam gdzie się znajdujemy. Znałam to miejsce. To tutaj przychodziliśmy razem z ojcem i matką na kolację. Byłam wtedy taka mała... Weszliśmy we dwoje do budynku. Kelner zaprosił nas do stołu. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam... na Boga. Stolik przy którym kiedyś jedliśmy rodzinną kolację. Mama była wtedy szczęśliwa. Tata... był wtedy... po prostu wtedy był. Starałam się nie patrzeć na tamto miejsce. I tak ledwo powstrzymywałam płacz.
- Wszystko w porządku? -zapytał Harry kładąc swoją dłoń na mojej.
- Tak, jest w porządku.-kiwnęłam głową. Ale myślami byłam przy tym dniu w którym tata zabrał nas tutaj.
- Kochana usiądziesz na dużym krześle tak jak dorosły!-zaśmiał się tata i posadził mnie koło siebie.
- Jestem już duża! Taka jak ty.
- Zaraz przerośniesz wszystkich.-pogłaskała mnie po głowie mama. Była dumna ze mnie. Obraz pustych krzeseł dołował mnie. Kawałek bolesnej pamięci wbił się w serce.
- Proszę pani? -zapytał kelner. Spojrzałam się na oczekującego mężczyznę. Łza mimowolnie spłynęła mi po policzku.
- Harry. Przepraszam -wyjąkałam i szybkim krokiem wyszłam z restauracji zostawiając chłopaka samego. Szlochałam coraz bardziej. Pogrążona w ciemności ulic szłam. Sama.
- Hej, mała -zaczepił mnie jakiś chłopak. Miał tatuaże na całym ciele i widziałam w jego oczach złe zamiary. Do tego w zaułku kryli się jego koledzy. Łzy spływały mi po policzkach. Nieznajomy chwycił mnie za rękę. Mocno ścisnął nadgarstek.
- Puszczaj! -wrzasnęłam i wolną ręką uderzyłam go w głowę.
- Zadziorna -mruknął i kiwnął głową na kolegów. Dwóch chłopaków siedzących do tej pory z tyłu wyszło na pomoc kumplowi.
 

 
Cześć.
Dziś tak deszczowy dzień. Spać mi się chce. Ale najpierw napiszę rozdział.
A na marginesie - jak podoba wam się nowy wystrój bloga?
~~~
Siedzenie na przystanku z jedynym, jedynym chłopakiem nie jest łatwe. I to jeszcze z chłopakiem który ciągle patrzy się na ciebie.
- Słuchaj, czy ty masz coś z oczami?-spytałam w końcu.
- Po prostu lubię na ciebie patrzeć.
- Poznałeś mnie na lekcji matematyki. Wybacz ale to co się rozpoczyna od matmy nie może wróżyć nic dobrego.
- Jesteś śmieszna i urocza.-nie dawał za wygraną. Umilkłam bo nie miałam siły żeby kontynuować tą relację. Nadal miałam wrażenie że jego zielone oczy przyglądają mi się. Na szczęście na horyzoncie pojawił się długo wyczekiwany autobus. W pośpiechu zarzuciłam plecak na ramię i machnęłam kierowcy aby się zatrzymał. Niebieska maszyna stanęła by po uregulowaniu kwoty biletu ruszyć znów. Zajęłam miejsce z tyłu pojazdu z resztą tak jak zawsze. Miałam nadzieje że Harry zostawi mnie w spokoju, ale oczywiście tak nie było.
- Dzięki za zajęcie miejsca.-mrugnął zalotnie.
- Nie mam w tradycji siedzenia z kimś.
- Czas tą tradycję zmienić -odparł chłopak. Spojrzałam przez okno na przejeżdżające auta. Monotonny krajobraz powoli usypiał mnie. Lekkie kołysanie autobusu spowodowało że zamknęłam oczy i zasnęłam.
TRZASK! Gałąź pod kołami obudziła mnie. Gwałtownie podniosłam głowę do góry tak że uderzyłam czołem o przednie siedzenie. Chciałam przekręcić się na drugi bok, tak by zająć także boczne siedzenie. Natrafiłam jednak na ramie Harry 'ego.
- Jeśli chcesz się przytulić wystarczy poprosić-szepnął. Gwałtownie odepchnęłam chłopaka.
- Lepiej mów gdzie jesteśmy.
- Przejechaliśmy obok jakiegoś sklepu z rowerami.
- Sklep Bary'ego. Zaraz będziemy na miejscu. Dokładnie... za jakieś siedem minut.-zerknęłam na zegarek. Kiwnął głową. Po chwili żegnaliśmy się z kierowcą.
- Gdzie teraz?-spytał rozglądając się na boki.
- W prawo, potem lewo i prosto. Przechodzisz przez mały park i w prawo. Idziesz potem cały czas prosto i szukasz domu z 26b.
- Nie lepiej żebyś poszła ze mną?
- Chyba się nie boisz?
- Ja oczywiście że nie. Ale ty mogłabyś się gdzieś zgubić. A tego bym nie chciał.
- Mieszkam tu od urodzenia. Dzięki za troskę.-odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w swoją stronę. Na dobrą sprawę mogłam iść z Harrym. Droga którą poszła bym z nim okazałaby się krótsza. Po chwili myślenia odwróciłam się i już miałam zawołać chłopaka ale go już nie było. Wzruszyłam ramionami. Trudno. Los wybrał za mnie.

***

- Jestem już!-krzyknęłam u progu drzwi.
- Dobrze!-odkrzyknęła mama z kuchni. Zdjęłam kurtkę i buty zostawiając przy tym plecak z przedpokoju.
- Cześć Black.-rzuciłam do czarnego labradora który spał w najlepsze na kanapie. Ominęłam sapiące zwierzę i weszłam do kuchni. Mama była zajęta pieczeniem ciasta.
- Wiesz że mamy nowych mieszkańców?-spytała dodając mąkę.
- Tak? To wyśmienicie.-powiedziałam biorąc do ręki jabłko i odgryzając kawałek.
- Właśnie piekę dla nich ciasto. Twoje ulubione.
- Bananowe?-spytałam z rozkoszą.
- Dokładnie. Zaniesiesz tym nowym na powitanie. Rozmawiałam dziś z nimi. Byli bardzo mili. Co prawda jeszcze się nie rozpakowali ale powiedzieli że wpadną.
- Oni?
- No w sumie to rozmawiałam tylko z matką. Mówiła że samotnie wychowuje syna.-mruknęła mama z pod zmarszczonych brwi przypominając sobie rozmowę.
- Syna?-spytałam ponownie.
- W twoim wieku. Jak się nazywał... Henryk... nie jakoś inaczej... Harry! Tak nazywał się Harry-wykrzyknęła mama.-Ciasto zaraz będzie gotowe. Zaniesiesz im prawda?
- No wiesz... mam dużo lekcji... nie wiem...-próbowałam się wyplątać od spotkania z Harrym. Błagam tylko nie kolejny raz.
- Jutro przecież sobota. Daj spokój. Powinnaś cieszyć się że poznasz kogoś innego.
- Tak mamo-mruknęłam wymieniając różne nie kulturalne przezwiska Harry'ego.
  • awatar WikiMiki:3: Suuuper !
  • awatar Kathy <3: Kupiłam dziś gazetkę BRAWO a w niej co znaczą ich tatułarze kocham 1D aaa zwriuje
  • awatar Pearlita: ,,Co się zaczyna od matmy nie może wróżyć nic dobrego"-świetne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witajcie !
Przepraszam, miałam wstawić rozdział wcześniej ale chciałam poszukać jakiś kodów na wygląd bloga.
Jeśli ktoś może mi z tym pomóc proszę o napisanie mi wszelkich info. na priv.
~~~
Siedziałam w ławce podpierając senną głowę ręką. Trwała właśnie pierwsza lekcja tego dnia. Matematyka. Nasza wychowawczyni (jak też i nauczycielka matematyki) aktualnie stała przy tablicy i tłumaczyła zadanie. Jaka szkoda że Lily moja najlepsza przyjaciółka chorowała od dwóch dni. Nie miałam z kim porozmawiać na lekcji.
Nagle do klasy wmaszerował chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy. Jego brązowe, kręcone włosy i zielone oczy przyciągały uwagę. Pani Brown odłożyła kredę i spojrzała na przybysza.
- Piętnaście minut spóźnienia! - krzyknęła na całą sale. Chłopak wzruszył ramionami i nadal stał przed panią.
- Pierwszy dzień w szkole a już minus.-pokręciła głową. Dziwiło mnie to że on wcale nie starał się wybronić z tej całej sytuacji. Uśmiechając się od ucha do ucha pokiwał tylko głową.
- Siadaj - poinformowała go nauczycielka.
- Gdzie mam usiąść? - odezwał się chłopak.
- Możesz zając miejsce koło Lucy - rzuciła gniewnie i wskazała mnie palcem. Na dźwięk swojego imienia wyprostowałam się.
- Mm... przepraszam ale tutaj siedzi Lily - zwróciłam uwagę.
- Jakoś jej dziś nie widzę. Siadaj. - warknęła nauczycielka, a chłopak zajął miejsce koło mnie.
- Ten tutaj uczeń który właśnie dał nam niezłe przedstawienie to Harry Styles - wytłumaczyła wychowawczyni. Po klasie przeszły pomruki które miały wyrazić powitanie. Chłopak nadal nie przestawał się uśmiechać. Co gorsza, zaczął patrzeć na mnie.
- Zadanie piąte ze strony dwudziestej czwartej - rzuciłam do niego. On jakby nie dosłyszał i nadal patrzył na mnie. Naprawdę nie miałam ochoty zaczynać dnia od użerania się z dziwacznym, nowym uczniem.
- Przestań i pisz - warknęłam.
- Co przestań? - zdziwił się Harry.
- Patrzeć się na mnie. - odwróciłam wzrok i spojrzałam na plac zabaw za oknem. Kiedy po jakimś czasie kątem oka dostrzegłam że on nadal nie odrywa ode mnie wzroku chwyciłam jego rękę pod ławką i ścisnęłam mocno.
- Jeśli zaraz nie przestaniesz, oberwiesz - szepnęłam nerwowo puszczając jego dłoń. On uśmiechnął się znów i przez resztę lekcji patrzył jak Pani Brown rozwiązuje zadania.

***

Droga ze szkoły do domu była chyba najgorszym przeżyciem którego doświadczałam codziennie. Mieszkałam na granicach miasta więc żeby dostać się do mieszkania szłam kilka kilometrów piechotą a potem jeszcze jechałam autobusem. Los skarał mnie jeszcze samotnością ponieważ zawsze tą wędrówkę spędzałam z Lily. Dziś szłam samotnie. Stanęłam na przystanku. Palcem przejechałam po rozkładzie jazdy i zmarszczyłam brwi. Spojrzałam na zegarek w telefonie.
- Dopiero za dwadzieścia minut! - krzyknęłam gniewnie rzucając plecak na ławkę przy rozkładzie. Prychnęłam na zmieniony rozkład i otuliłam się szczelniej kurtkę, ponieważ zawiał zimny podmuch wiatru. Kilka osób przeszło koło mnie, nawet ich nie zauważyłam.
- Mroźny dziś dzień - powiedział czyiś głos. Mruknęłam pogrążona w myślach. Nagle spojrzałam na chłopaka który to wypowiedział. Był nim... na Boga ten nowy uczeń. Zarzucił na siebie czarny płaszcz.
- Co ty tu robisz? - spytałam.
- Próbuje jakoś dostać się do domu - powiedział Harry.- Ale za nic nie mogę skojarzyć gdzie znajduje się ten adres.-pokazał mi wyrwaną z zeszytu kartkę, na której napisana była nazwa ulicy. Street Discussion 26b. Zrobiłam wielkie oczy.
- Cztery domy dalej od Contractual.
- Z kąt wiesz? - zdziwił się chłopak zabierając kartkę.
- Mieszkam na Contractual. Autobus masz za dwadzieścia minut.
 

 
Witajcie!
Zawsze nie byłam dobra w powitaniach... Więc powiem wam tylko witajcie bez żadnych pierdół.
Jak można wywnioskować będę pisać tutaj fan fiction o Harrym Stylesie.
Pytania?
Jeśli jakieś macie, proszę kierować do komentarza lub w wiadomość pryw.
Bohaterowie?
Poznacie ich przy pierwszym rozdziale.
Mam nadzieje że mnie polubicie
I znów bez pierdół:
Do zobaczenia!